Mściwy Lis

Świat filmów, gier, czy komiksów pełen jest bohaterów mianujących się vel „Mściciel”. Czy znacie historię– jak najbardziej prawdziwego – mściciela, który walczył zarówno z zarazą nazistowską, jak i komunistyczną?

Wojciech Lis urodził się w 1913 roku w Ostrowach Tuszowskich. Był synem Anny i Józefa. Rodzice Anny byli przeciwko małżeństwu ze względu na różnicę klas, jednak w tym wypadku miłość wygrała. Rodzina przeniosła się do Toporowa, by tam prowadzić gospodarstwo rolne. Józef oprócz hodowli zajmował się myślistwem i opieką nad okolicznymi lasami.

W 1942 roku Niemcy wysiedlili Wojciecha wraz z jego rodziną z Toporowa, by zbudować w tej miejscowości poligon. Polakom udało się wrócić, a nasz bohater zajął się przymusową budową dróg. Rodzina Wojciecha często udzielała schronienia uciekinierom złapanym na przymusowe roboty – większość z nich pochodziła z ZSRR i twierdziła, że nie chce już wracać do kraju.

Wojciech bardzo skutecznie uchylał się od przymusowej pracy dla Niemców. Musiał jednak ulec namowom ojca i sołtysa, którzy bali się o jego życie – tak o to nasz Lis dobrowolnie zgłosił się do okupanta, unikając dzięki temu kary śmierci. Jego zadaniem było rozbijanie największych głazów. Pewnego razu Wojtek spóźnił się na śniadanie w zakładzie, co było podyktowane chęcią dokończenia zaczętej pracy. Spożywającego posiłek Polaka dostrzegł jeden z kontrolujących pracowników Niemiec. Ten chciał uderzyć Lisa, jednak młodzieniec uchylił się od ciosu, sam wyprowadził kontrę przy jednoczesnym rozbrojeniu agresora. Oczywiście musiał ratować się ukryciem w lesie. Już wtedy rozpoczął walkę – łapał pojedynczych Niemców, rozbrajał ich i puszczał wolno… w samej bieliźnie. Mundury służyły mu jako kamuflaż. Przebrany za Niemca Wojtek posługując się wyuczonym od macochy językiem austriackim, zdobywał zaufanie okupanta na tyle sprawnie, by móc wtopić się w jego środowisko

Mimo ucieczki, Lis nie uniknął kary. Okupanci spalili gospodarstwo jego rodziców, a co gorsze i nadzwyczaj podłe – zamordowali Ojca i siostrę Wojciecha wcześniej brutalnie ich torturując. Od tej chwili Niemcy (a później Rosjanie) byli skazani na zemstę Wojciecha Lisa, który przybrał pseudonim „Mściciel”. Puszczanie wolno już nie wchodziło w grę.

Mściciel był niezwykle inteligentny i zdolny do planowania działań. Jednym ze sposobów zabijania Niemców było wykorzystywanie strzelnicy, na której szkolili się hitlerowcy. Wdrapując się na drzewo oddawał strzał w kierunku niemieckich nowicjuszy. Odgłosy Jego strzałów mieszały się z wystrzałami Niemców, przez co rannych i zabitych przypisywano ćwiczącym jako tragiczne błędy popełniane podczas szkolenia.

Nasz bohater postanowił zorganizować okoliczną partyzantkę, w której skład wchodziło kilku ochotników/uciekinierów. Ci również przebierali się w mundury wermachtu zabijając dzięki temu wielu okupantów. Początkowo, nowo powstała grupa była niezależnym tworem pozostającym pod skrzydłami Narodowych Sił Zbrojnych. Ich teren działań obejmował powiat kolbuszowski i mielecki. Tam partyzanci toczyli walki z niemieckim okupantem.

1944 rok przyniósł zmianę w organizacji. Od sierpnia tego roku grupa Mściciela trafiła pod strzechy Armii Krajowej, gdzie ludzie Lisa byli rdzeniem oddziału „Hejnał” biorącego udział min. w akcji „Burza”.

Po wojnie i nastaniu nowej okupacji – tym razem sowieckiej, Wojciech postanowił wstąpić do formowanej wówczas Milicji Obywatelskiej. Lis był łakomym kąskiem dla komunistów, którzy jako priorytet obrali wyłapanie AKowców i NSZtowców celem wyplewienia wszelkich postaw antysystemowych/ powstańczych. Mściciel nie mógł zgodzić się na pomoc w szukaniu i ujawnianiu swoich kolegów, przez co trafił do więzienia NKWD. Trafił do ośrodka w Mielcu, z którego jednak uciekł wyłamując więzienne kraty. W 1945 MO w Kolbuszowej zorganizowało obławę na Wojciecha, jednak spryt bohatera przerósł milicjantów. I znów, tak jak w czasie II Wojny, Wojciech Lis postanowił o sformowaniu oddziału partyzantów. Tym razem, kręgosłup jego oddziału stanowili byli żołnierze AK i Batalionów Chłopskich, dzięki czemu udało się stworzyć coś więcej niż tylko grupę wojaków od czasu do czasu walczących z komunistami – cała grupa była dobrze zorganizowana logistycznie i informacyjnie.

Majem 1945 roku, oddział Mściciela dołączył do NSZ w Mielcu pod dowództwem kapitana Jana Fiałkowskiego. Miesiąc później Wojciech Lis został awansowany na podoficera. W 1946 roku, grupa partyzantów dołączyła prężnie działającej na Podkarpaciu organizacji Wolność i Niezawisłość, gdzie dowodzenie nad naszymi żołnierzami objął sam major Hieronim Dekutowski znany szerzej jako „Zapora”.

Przez około 3 lata w podziemiu antykomunistycznym, Lis wraz z kompanami dokonali dwustu akcji wymierzonych w Armię Czerwoną i rodakom kolaborujących z sowietami. Jak łatwo można się domyślić, Mściciel był jednym z priorytetowych celów, dlatego jeszcze w 1945 roku, komuna prowadziła z Wojciechem rozmowy. Chcieli oni bowiem ujawnienia bohatera i jego ludzi – oczywiście negocjacje zakończyły się totalną klapą ubeków. Okupanci próbowali również stosowania siły i zasadzek. Jedną z takich prób dorwania Lisa była obława na weselu jednego z ludzi Wojciecha. Została ona jednak szybko odgoniona przez ostrzał przeprowadzony przez straż weselną – sam pan młody uciekł do lasu wraz z Lisem.

Niestety bezpieka z Mielca, Kolbuszowej i Rzeszowa krok po kroku rozpracowywała naszych partyzantów. Przykładem jest wprowadzenie w ich skład agenta Wojciecha Palucha, który był kiedyś jednym z żołnierzy Lisa.

Amnestia 1947 roku, oraz „wolne” wybory spowodowały odejście większości partyzantów od walki i ujawnienie się. Spowodowało to bardzo znaczące uszczuplenie kadr oddziału Mściciela, który liczył od tamtej chwili jedynie 10 osób, a od listopada – 4 osoby z bronią maszynową. Mimo tak nielicznej grupy, komunistom nie wychodziły kolejne obławy na życie Wojciecha.

30 stycznia 1948 roku wykorzystano inną sposób na likwidację Lisa. Wcześniej wspomniany Paluch otrzymał rozkaz skrytobójczego zabójstwa, które wykonał podczas snu Mściciela. Zabił on również kompana naszego bohatera – Konstantego Kędziora.

Poinformowane UB czym prędzej zjawiło się na miejscu. Upozorowano walkę, by następnie pochować ciała obydwu partyzantów w tajemnicy… na śmietniku KP MO w Mielcu. Zdrajca został nagrodzony 2000 złotych, kuponem na garnitur i skórę na buty. Ciała Wojciecha i Konstantego odnaleziono dopiero w 1992. Pochowano ich na cmentarzu parafialnym w Mielcu.

Jest to postać niezwykle rozbudowana i ciekawa, której jestem w stanie przedstawić jedynie zarys. Zachęcam do poczytania jego historii na własną rękę, gdyż działania w jakich brał udział spokojnie mógłby stanowić podwaliny pod niejeden film, serial czy bogatą fabularnie grę.

Dodaj komentarz

WYPRZEDAŻ - 20% !!! Zamknij